<< Nonsens braterstwa

W koszalińskiej katedrze co roku odbywają się uroczystości związane z okresem świątecznym. Jako była członkini Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, z odrobiną sentymentalizmu, również w tym roku wzięłam w nich udział obserwując moją byłą drużynę. Jedno z nabożeństw polega na roznoszeniu tzw. "Betlejemskiego Światła Pokoju" wśród młodzieży. I tam właśnie zaobserwowałam zjawisko zgoła niedorzeczne - otóż w pierwszej kolejności z ratusza do szkół "Światło" przenoszą odpowiednie drużyny. Zajmują się one promowaniem akcji w poszczególnych szkołach. Odpowiedzialna za to jest równie popularna organizacja harcerska- Związek Harcerstwa Polskiego. Całość skonstruowana była tak, aby przypadkiem nie doszło do spotkania ZHR-u z ZHP-em. Dlaczego? Jak się okazuje, konflikt ma skomplikowane podłoże. Otóż w lutym 1989 roku grupa pewnych niezadowolonych harcerzy z ZHP (który istnieje od listopada 1918 roku) postanowiła odłączyć się od wyżej wymienionej organizacji i założyć własną - odrębną, niezależną alternatywę. Głównym ich przesłaniem było wychowanie w znacznie większym niż w ZHP duchu patriotycznym, a także akcentowanie wartości chrześcijańskich. Inną ważnym postulatem był podział struktur organizacyjnych ze względu na płeć (w opozycji do koedukacyjności ZHP). Tak powstał Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, w nazwie różniący się od swej macierzystej organizacji jedynie skojarzeniowym synonimem Polski. Jak widać, od samego powstania ZHR jest w stanie "zimnej wojny" z ZHP-em. Będąc byłym członkiem jednego z nich, miałam często okazję obserwować nagonki na oponenta, a także powszechną dezaprobatę dotyczącą kontaktów harcerzy między organizacjami. Według pogłosek, podobne procedery mają miejsce we "wrogim obozie". Choć stronię od angażowania się w ten konflikt, wszystkie te poczynania wprawiają mnie w niekrytą frustrację. Zaobserwowałam, iż większość znajomych z mojej drużyny odnosi się do propagandy wyłącznej słuszności ZHR-u z dystansem, a krzewieniem postaw wrogości wobec "harcerzy inaczej" zajmują się nieliczni - a są to głównie, niestety, osoby uprzywilejowane z racji pełnionej funkcji, czyli druhny drużynowe, zastępowe, przyboczne, kwatermistrzynie et caetera. Staje się jasne, iż narzucanie "ideologii antyzethapowskiej" trafia do nas z góry. Nie ja jedna, choćby w moim zastępie, miałam przyjaciół, którzy należą do ZHP - jednak przyjaźnie owe byłam zmuszona utrzymywać w sekrecie, aby nie wywołać powszechnego zgorszenia w środowiskach harcerskich. W chwilach refleksji zastanawiam się, jaki sens ma taki podział. Globalny skauting w założeniu ma opierać się na braterstwie, aby umożliwić wszystkim członkom kontakt z obcymi kręgami kulturowymi. Jednakże kolejny raz moje wygórowane oczekiwania dotyczące polskiego społeczeństwa zwinęły swe skrzydła - w granicach tego niedużego i skłóconego kraju nawet harcerstwo musiało podzielić się na wrogie frakcje. Pozwolę sobie przytoczyć fragment tekstu (4. punkt) Prawa Harcerskiego, któremu każdy harcerz musi być posłuszny: "Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa każdego innego harcerza". Taki zapis nie uwzględnia podziału harcerstwa w Polsce na kilka odrębnych związków, a jest identyczny w Prawie Harcerskim obu z przeze mnie omówionych. W dodatku wprost tracę siły do życia, gdy tylko słyszę o "alternatywnych organizacjach harcerskich", jak np. SHK "Zawisza" czy Stowarzyszenie Harcerskie, które z pierwotną ideą harcerstwa mają w rzeczywistości coraz mniej wspólnego. Ponoć harcerstwo oparte jest na miłości bliźniego - a tolerancja nie jest sztucznym wymysłem zacierających ręce filistrów - tolerancja jest siostrą miłości, wynika z samego jej pojęcia bezpośrednio, i......

autor: Kinga Fryszkowska

1 2 >