<< Nie wystarczy pasja

Podczas ostatniej edycji dziennikarskich nagród „MediaTory”, tytuł InicjaTora przyznano światowej sławy reportażystce, Ewie Ewart. Jej reportaże były wielokrotnie nagradzane nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Dlatego też, dla studentów dziennikarstwa, w tym także i dla mnie, Ewa Ewart zawsze była i jeszcze długo będzie niedoścignionym autorytetem w dziedzinie reportażu. Bylam na gali miałam okazję porozmawiać z nagrodzonymi dziennikarzami. Zapytałam Ewę Ewart jaki jest jej przepis na sukces? Jak udało jej się stworzyć reportaże, które poruszają setki tysięcy serc? Okazało się, że odpowiedź jest bardzo prosta –„Wystarczy pasja. Jeśli się samemu wierzy w słuszność swoich działań, to trzeba działać”. Tylko tyle? Pasja? Pomyślałam, że to jakiś żart. W każdym zawodzie pasja jest ważna, ale jest z nią trochę tak jak z dumą. Czasem trzeba schować ją do kieszeni. No, bo czy dziennikarze lokalnych mediów mogą pisać obiektywnie i z pasją? Z każdej strony napotykają ograniczenia. A to od redaktora naczelnego, a to od reklamodawców, od władz miasta. Skoro nie mogą pisać o dziurawych chodnikach, o mieszkańcach miasta żyjących w skrajnej biedzie,o bezdomnych, o nieudolności władz samorządowych, o korupcji i niekompetencji pracowników w urzędach – często pozostaje im tylko milczenie. A czy studenci mogą pisać obiektywnie i rzetelnie o działaniach swojej uczelni? Teoretycznie mogą, ale na pewno nie w mediach studenckich – do innych zazwyczaj nie mają dostępu – więc milczą. Niezależny dziennikarz czy reporter nie może liczyć na wsparcie miasta. Ma dobry materiał, ma pasję, chęci ale niestety – mur. Czy w Koszalinie w ogóle istnieją wolne i niezależne media? Może pani Ewart może sobie pozwolić na pasję, bo stoi za nią wielka zagraniczna telewizja BBC, prawnicy i mnóstwo pieniędzy. A co stoi za koszalińskim dziennikarzem? Betonowy mur, o który, w razie czego, może rozbić sobie głowę. Mimo wielkiego szacunku do pani Ewy Ewart, na usta cisnęło mi się tylko jedno pytanie: „A czy nie uważa Pani, że w osiągnięciu sukcesu na skalę światową pomogło pani znane nazwisko męża i praca dla prestiżowej stacji BBC?” Pani Ewart przynajmniej odpowiedziała zgodnie z prawdą: „Na pewno tak. Niewątpliwie nazwisko pozwoliło mi wejść do tego kręgu, a praca dla BBC otworzyła mi wszystkie bramy. Kto inny mógłby dostać się do Korei Północnej?” No właśnie kto? Nikt. I będąc tym nikim można wylać swoje żale na papier, bo papier przyjmie wszystko  i schować głęboko do szuflady. I podsumowując to wszystko sama odnalazłam przepis na sukces dla młodego dziennikarza. Lepiej nie zapędzać się i nie mieć pasji. Szukając pracy w lokalnej redakcji lepiej być nijakim, bo z niczego można zrobić „coś” i się podporządkować, bez poczucia wewnętrznego rozdarcia, porzucania swoich zasad i idei. Myśleć szablonowo i nigdy, przenigdy nie sprzeciwiać się decyzjom naczelnego. Dziennikarz z pasją jest niepokorny, spontaniczny, nieprzewidywalny i niestety niechciany. Szalony – bo ma własne zdanie. „Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce  i przenieść ją przez całe życie”- tak pisał kiedyś Konstanty Ildefons Gałczyński. A ja napiszę „Nie wystarczy pasja, trzeba jeszcze mieć mocne plecy albo znane nazwisko i najlepiej nie zmieniać......

autor: Małgorzata Dziadyk

1 2 >