<< Książki nie gryzą .

Z kondycją polskiego czytelnictwa jest jak z kondycją palacza, krótka przebieżka i… to by było na tyle. Polacy nie czytają. O tym wszyscy wiemy. Media regularnie ślą donosy, próbując zmusić nas do częstszego sięgania po słowo pisane. Według badań Biblioteki Narodowej z 2012 r. prawie 61 proc. Polaków nie czyta w ogóle, a do regularnego czytelnictwa przyznaje się tylko 8 proc. nastolatków. Przerażające? A skąd. Przerażająca jest ta sensacja – co trzeci magister nie przeczytał ani jednej książki w roku, a 17 proc. - żadnej gazety. Generalnie sprawa ma się następująco: nie czytamy powieści, bo długie, nie czytamy opowiadań, bo krótkie i niczego nie wnoszą, poezja też odpada, bo myśleć trzeba, a i ulotek wyborczych też nie – bo politycy to złodzieje. Gazety też kłamią, bo wszyscy kłamią, cytując klasyk.

Powtórzę więc jeszcze raz – Polacy nie czytają. Ale po cóż mieliby to robić? Czy zmieni to ich sytuację materialną? Czy to powód do dumy? Na pewno nie w gronie znajomych, zwłaszcza w wieku szkolnym. Zresztą, jak pokazują statystyki, nawet w gronie magistrów, czytanie jest już passe. Czy usłyszeli może Państwo kiedykolwiek, gdziekolwiek, takie o to słowa: 'Marysiu, do gara nie mam co ostatnio włożyć, ale 5 września to sobie przynajmniej Lalkę poczytałam.' ? Ja nie.

Dlaczego więc z czytelnictwem jest tak wielki problem? Zapytałem na przystanku. Odpowiedzi różne, ale przeważały argumenty za tym, że wzrok psuje i za drogie. Lekarzem nie jestem, może za mało czytam, ale że z tym drogo to muszę potwierdzić - za kartę biblioteczną przyszło mi zapłacić pięć złotych.

Czytałem ostatniego wieczora 'Księgi Jakubowe', ostatnimi czasy ścisły top polskiej sceny literackiej. Jednak podczas lektury coś mnie trapiło. Mianowicie, czy szanowne Jury Literackiej Nagrody Nike w PEŁNYM składzie przeczytało wyżej wymienioną pozycję? Pytanie szalenie intrygujące, prawda? Bardziej intrygujące jest tylko pytanie o to, czy drobna Olga Tokarczuk przeczytała ją więcej niż raz?

A krytycy literaccy? Czy choć oni czytają? Biorąc pod uwagę nienawiść, jaką są darzeni, chyba nie. Czy politycy czytają projekty ustaw? Biorąc pod uwagę lekkość wyrzucania ich do kosza, chyba nie. Czy kredytobiorcy czytają umowy? Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę dłużników, z pewnością nie.

Może Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa na lata 2014-20, powołany przez Bogdana Zdrojewskiego, byłego ministra kultury, poprawi nieco tę sytuację. Mowa bowiem o miliardzie złotych, przeznaczonych na rozwój czytelnictwa. Uważam, że jedynym sposobem na przekonanie Polaków do częstszego czytania, jest wypłacenie im wyżej wymienionej kwoty. Póki co, pozostaje tylko współczuć pisarzom, których czeka śmierć głodowa, w kraju, w którym wstyd z książką się pokazać, nieważne, czy na przystanku, czy na uczelni.

...

autor: Patryk Zalaszewski