<< Stopklatki teatromaniaczki.

Czerwona szminka. Ukochany rekwizyt każdej teatralnej aktorki. Te z koszalińskiego Pałacu Młodzieży nie są wyjątkiem. Wmówiono nam, że dzięki niej wyglądamy bardziej kobieco i nawet moja dziecięca buzia oraz pulchne policzki prezentują się pociągająco. Ostatnie poprawki. Przedstawienie czas zacząć. Dziewczyny w pięknych, czarnych sukienkach, chłopcy w ciemnych kostiumach. Wychodzimy przed Domek Kata i na 30 minut zastygamy w stopklatkach pełnych bólu, namiętności, strachu... „Sztuka dla sztuki”. Nikt nam nie płaci, a my uparcie stoimy w deszczu i jesteśmy żywą promocją III Ogólnopolskich Koszalińskich Dni Monodramów. Klęczę przy wejściu, ciągnięta za włosy przez moje koleżanki i obserwuję ludzi, którzy przystanęli. Gapią się. Większość to emeryci...

Stopklatka.

Właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy teatr naprawdę umiera?

Gdy przygotowywałam się do egzaminów do Akademii Teatralnej, każdy pytał, kiedy zobaczy mnie na telewizyjnym ekranie. Byłam niemal oburzona. To pewnie przez tę moją dziesięcioletnią fascynację teatrem. Odkąd pamiętam, był on dla mnie tak daleki od tego, co dzieje się w telewizji. Aktor teatralny to ktoś, kto posiada w sobie tę wrodzoną grację, szlachetność, szacunek do ludzi, którzy go oglądają. Nie wspominając już o dykcji, czy sztuce pięknego mówienia, rozumienia świata w sposób poetycki; stosownej mimice i gestach. Po prostu: sztuka wyższa.

Teraz wiem, że chodzi głównie o gusta widza. I to właśnie ta wartość, gdziekolwiek spojrzeć, dziś przeważa na scenie. W zapomnienie odchodzą sztuki pokroju „Hamleta”, królują komedie i farsy. Krzywe zwierciadło rzeczywistości sprawia, że mimo słonych cen za bilety, widownia jest zawsze pełna. Odwrotnie bywa, gdy na afiszu jest np. „Kartoteka” Różewicza.

I wtedy – kolejna stopklatka. Stają mi przed oczami obrazy zatrzymane w pamięci podczas egzaminów do Akademii Teatralnej, gdzie co druga dziewczyna była tlenioną blondynką w mini-sukienusi i wysokich obcasikach. Ciekawi swoich następców studenci wyższych roczników niemal łapali się za głowę, bo przecież ludzie artystycznego świata tak nie wyglądają. Jednak egzaminatorzy właśnie takich wzorów szukają. Bo chcą tworzyć gwiazdy telewizyjne, a w spektaklach upychają aktorów serialowych, by przyciągnąć widzów. Stąd te pełne widownie.

Stopklatka. Rozmowa ze studentami Akademii Teatralnej. Każdy natchniony, uduchowiony i koniecznie, z podkreślającym artyzm, papierosem w dłoni. Z błyskiem w oku i z oburzeniem godnym lepszej sprawy opowiadali o tegorocznym koncepcie nowego dziekana. Andrzej Strzelecki chciał, aby otworzyć kolejną specjalizację: serialową. Na szczęście jego pomysł został od razu zduszony w zarodku i w zamian postawiono na musical. Jednak widać było, że połowa studentów jedynie grała zgorszenie, aby zachować pozory własnej teatralności, bo tak naprawdę idea dziekana przypadła im do gustu. Nie wierzyli w teatr. Ale właśnie ten protest uczelni sprawił, że wiara we mnie została. Bo projekt dziekana nie przyjął realnych kształtów.

Myślami jednak ciągle wracam do stopklatki sprzed Domku Kata. Czy teraz podczas każdego wydarzenia teatralnego będę musiała zastanawiać się, ile razy zadzwoni telefon, bo jego właścicielka nie będzie umiała go wyciszyć? Ile razy pan w przydużym garniturze dostanie napadu kaszlu? Co, jeśli wiek widowni wpłynie na mój sposób postrzegania teatru? A może wreszcie spotkam rówieśnika, który doceni przenośnie, symbole i metafory, zamiast słuchać zażaleń pani, która kipi wściekłością, kiedy aktor podepcze Pana Jezuska?

Bo ja wciąż wierzę, że wrócimy do czasów artystycznej bohemy, a śmietanka teatralnego......

autor: Konstancja Śliżewska

1 2 >