<< „Ukraina – raczej tak , Ukraińcy – nie”

To powoli staje się już nudne, wszyscy chcą mieć zdanie na temat polityki Ukrainy i tego, co obecnie robi. Czy jest raczej proeuropejska czy prorosyjska, ile ma długu publicznego, jak długie są warkocze Tymoszenko i czemu Janukowicz wiąże najpierw lewy but? Nie twierdzę, że nie powinniśmy interesować się Ukrainą. Ciekawi mnie jednak, czy nasze zaangażowanie w politykę wschodniego sąsiada to coś więcej, niż niechęć do Rosji i chęć pokazania się jako ambasador Unii Europejskiej. Czy to szczera nienawiść do wrogów demokracji i miłość do wszelkiego rodzaju rewolucji? Bo przecież nie da się ukryć, że my Polacy kochamy łapać za szabelkę w imieniu własnym lub sąsiadów.

Chociaż, jeśli chodzi o nasze poparcie, to nie zawsze było tak kolorowo. Będąc małą dziewczynką, byłam przekonana, że Ukraińcy to bardzo źli ludzie. Myślałam, że jedzą małe polskie dziewczynki na śniadanie. Taki pogląd pochodził z obserwacji. W mojej wsi, jeśli chciałeś kogoś obrazić, mogłeś nazwać go Ukraińcem. Z tego faktu wynika prosty wniosek, że Ukraińcy muszą być złymi ludźmi. Od czasów kiedy byłam małą dziewczynką wiele się zmieniło. Pokolenie żywiące urazę do tego narodu już niemal wymarło, a i sposoby obrażania nieco zmieniły się. Skąd tyle urazy do tej nacji, która jest jednym z bliższych sąsiadów naszej polskiej granicy?

Zaczęło się to zbyt dawno, żeby miało jakiekolwiek znaczenie dla współcześnie żyjących. Choć wspomnienie powstań kozackich i chociażby Bohdana Chmielnickiego nadal wzbudzają różne uczucia w czytelnikach i widzach „Ogniem i mieczem”. Wydarzenia XX wieku to wciąż niezatarta rana, szczególnie dla tych, którzy je przeżyli na własnej skórze. Ponad pięćdziesiąt lat milczenia podczas komunistycznych rządów, nie pomogło ani Polakom, ani Ukraińcom.

A działo się wiele. Przede wszystkim było to zabijanie ludzi po jednej i po drugiej stronie. Wojna w 1918 roku też nie ociepliła naszych stosunków. W Internecie jest dużo filmików i tekstów, które przypominają o tym jak bardzo potrafimy być uprzedzeni i ile nienawiści budzić może źle zrozumiana historia.

Kilka lat temu powstała praca Joanny Koniecznej z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego na temat stosunku Polaków do Ukraińców. Praca o tyle ciekawa, co niepokojąca. W podsumowaniu czytamy bowiem, że statystycznego Kowalskiego cieszy poparcie Polski dla ukraińskiego państwa, przy czym nie przeszkadza mu to żywić niechęci do zamieszkującego ten kraj narodu. Pojawia się tu cytat z artykułu Piotra Kościńskiego „Ukraina – raczej tak, Ukraińcy – nie”. Okazuje się, że podobnie myślą o nas w Kijowie. Joanna Konieczna ma nadzieję, że wraz z upływem czasu i zatarciem się wspomnień trudnej historii, skupimy się na obecnej, wzajemnej pomocy. Autorka tej pracy nie mogła wiedzieć o nadchodzącej pomarańczowej rewolucji i naszym w niej udziale.

Czy pomarańczowa rewolucja zmieniła coś w stosunkach polsko-ukraińskich? Wszyscy pamiętamy składane obietnice, łzy, koncerty i pomarańczowe wstążeczki. Ile zostało z piosenki „Jest nas wielu”? Marcin Wojciechowski w swojej książce pt. „Pomarańczowy majdan” pozbawia nas złudzeń. Ukraina już zapomniała i wróciła do tego, co było. Następnego zrywu narodowego nie chcą. Jedna z uczestniczek rewolucji na pytanie Wojciechowskiego, jakie są jej odczucia związane z nią odpowiada:......

autor: Katarzyna Chybowska

1 2 >