<< „Raz, dwa – Freddy już Cię ma!”, czyli fenomen horrorów

„Czy boisz się ciemności?” – pytali bohaterowie popularnego serialu pod tym samym tytułem w latach dziewięćdziesiątych. W dzieciństwie nie tylko ciemność nas przerażała – Boogeyman ukrywający się pod łóżkiem, klown, który ma dla nas zabójczy numer („To”) czy pacynki, posługujące się nożami lepiej niż niejeden morderca („Władca lalek”). Dlaczego horrory cieszą się tak dużą popularnością – szczególnie wśród młodzieży? Prócz powtarzającej się historii (na przykład o grupie przyjaciół, zabijanych w lesie – „Lęk”, „Las śmierci”, „Krwawe wzgórza”), kilku scen i niekiedy wątki zaprzeczające prawom natury („Ludzka stonoga”) nie przynosi nic nowego.

Niekiedy spotykałem się ze stwierdzeniem, że horrory są dla dzieci. Nie da się ukryć, że nie tylko dzieci chodzą tłumnie do kin czy wypożyczalni DVD. Horror stoi na tym samym podeście gatunkowym, co komedia czy dramat. Kiedy chcemy obejrzeć historię, która nas rozbawi, sięgamy po filmy typu „Powrót do przyszłości”, „Bruce Wszechmogący” czy „Kac Vegas”; jeżeli wolimy skupić się na smutnej opowieści, wziętej z życia, czeka na nas „Jeszcze nie wieczór” lub „Szkoła uczuć”. Horrory z reguły oglądamy dla przyjemności, odprężenia czy odczucia gęsiej skórki – wychodząca z telewizora Sadako z „The Ring”, buty zabijające właścicielki („Czerwone pantofelki”) czy panika w zamkniętym i odciętym od świata miejscu („Bunkier”, „The Divide”, „Nine Dead”).

Co z krwawymi slasherami, które stały się podgatunkiem horroru - bardziej brutalnym, z większą ilości krwi, cielesności i przekleństw? Nadal cieszą się ogromną popularnością - za sprawą serii „Piła” (siedem części), „The Collector” (dwie, trzecia w przygotowaniu), „Hostel” (trzy filmy) czy „ChromeSkull” (dwa filmy). Chociaż pierwsze slashery powstały w latach... osiemdziesiątych! Kultowy film Seana S. Cunningham – „Piątek trzynastego” o młodzieży i mordach nad obozem Crystal Lake datuje się jako głównego przodownika.

Nie wolno zapominać o giallo, niegdyś świecący popularność we włoskim kinie grozy. Były to przede wszystkim krwawe kryminały, w większości ekranizacje tanich książeczek. „La ragazza che sapeva troppo: Dziewczyna, która wiedziała za dużo” Mario Bavy, późniejszego twórcy „Maski szatana” był zarazem początkiem giallo w kinach. Kolejne obrazy również zapisały się w historii - za sprawą zarówno krwistości, jak i dużej popularności – „Nie torturuj kaczuszki” Lucio Fulci, „Zginiesz o północy” Lamberto Bavy czy „Głęboka czerwień” Dario Argento. Jak wszystkim wiadomo, zakazany owoc smakuje najlepiej. Filmy giallo często były cenzurowane, a nawet zakazywane w wielu krajach z uwagi na brutalne sceny przemocy.

Uważam, że oglądanie horrorów to nic złego. Przecież po seansie „Piły” nie zaczniemy tworzyć własnych „pułapek zbawienia”, porywać ludzi i poddawać ich próbie; czy po obejrzeniu „Paranormal Activity” zainstalowałbym w domu kamery w celu uchwycenia duchów? Nie, ponieważ nie stać mnie na taki sprzęt, a z drugiej strony - nie chcę się bawić w „Big Brothera”.

Właśnie dla idei poczucia dreszczyku emocji oglądam horrory. Nie gardzę ani nowszymi produkcjami, ani tymi sprzed lat - niekiedy nazywanymi „zakurzonymi starociami”. Przecież nadal straszy „Egzorcysta”, dziewczynka uwięziona przez duchy z indiańskiego cmentarza w „The Poltergeist: Duch” czy Jack Nicholson z siekierą w „Lśnieniu”. I ta potworna kwestia „Heeeeere's Johnny”.

Dlatego oglądajmy horrory - wspólnie ze znajomymi, na maratonach filmowych, z ukochaną osobą czy samemu w ciemnym pokoju. Życie jest za krótkie na.........

autor: Adrian Warwas

1 2 >