<< Jak mleczarnia stała się drogą do marketingowego sukcesu Skamandrytów?

Julian Tuwim był bez wątpienia najbardziej rozchwytywanym i najlepiej opłacanym poetą w stolicy. Antoni Słonimski szybko awansował na stanowisko współredaktora „Gazety Polskiej”, zaś Kazimierz Wierzyński został naczelnym „Przeglądu Sportowego” i „Kultury”. Jan Lechoń (a w zasadzie Leszek Serafinowicz) i Jarosław Iwaszkiewicz robili kariery w dyplomacji. Aż trudno uwierzyć, że kariera poetów spod znaku Skamandra zaczęła się w… mleczarni na Nowym Świecie.

Pomysł na kawiarnię literacką narodził się ponoć na tylnej platformie tramwaju nr 3, przemieszczającego się w okolicach Ogrodu Saskiego. Był rok 1918, gdy początkujący wówczas artyści postanowili przekształcić źle prosperującą mleczarnię, której właścicielem był producent kefiru, w kulturalne centrum Warszawy. Dokonali tego nastoletni Lechoń, Tuwim i Słonimski, do których szybko dołączyli Iwaszkiewicz i Wierzyński. Wnętrze przemalowali ich koledzy malarze, którzy pokryli ściany kubistycznymi formami, „chaosem zbryleń, scen i figur”. Pozostało już tylko uzyskać niezbędne zezwolenia urzędowe, aby literacka kawiarnia mogła rozpocząć swą działalność.

Wstęp na premierowy program był przywilejem osób posiadających specjalne zaproszenia, zaś każde kolejne wejście kosztowało od pięciu marek wzwyż. Co ciekawe, „wejściówka” była tym droższa, im młodszy był widz. Najdroższe bilety były dla niemowląt przy piersi. Zniżek rodzinnych nie przewidziano. W zamian młodzi poeci oferowali kawę, bądź herbatę oraz swoje wiersze.

Jak to się jednak stało, że w niedawnej mleczarni zaczęły pojawiać się tłumy widzów? Kluczem do sukcesu była zmiana wizerunku artysty. Młodzi poeci odeszli od elitarności i patosu, na rzecz satyry i błyskotliwego humoru. Wykpiwali tradycyjną literaturę ojczystą, program kin i teatrów, a także konserwatywnych, prawicowych recenzentów. Skandalem i prowokacją zyskali sławę i rozgłos, niezbędny do rozkręcenia biznesu. Nie byli przy tym pozbawieni dystansu do samych siebie – w późniejszym okresie cechą charakterystyczną Skamandrytów była autoparodia.

Po sukcesie kawiarni, którą nazwali „Pod Pikadorem”, ustalili regulamin i cennik, obowiązujące podczas ich wystąpień:

„Poeci z Pod Pikadorem udzielają w przerwach między poszczególnymi występami audjencyj. Odnośnie podania należy składać dzień wcześniej w kancelarii kawiarni. Opłata za audiencję: a) Zwyczajna rozmowa (od 3 do 5 minut) z prawem podania ręki – mk 50; b) Objaśnianie przeczytanego utworu – mk 75; c) Ofiarowanie rękopisu: 1) bez dedykacji – mk 150 2) z dedykacją – mk 500 Uwaga: Za podanie w dedykacji słowa „kochanemu” - mk 100 Propozycje matrymonialne – tylko w czwartki. Uwaga 1: Poeta Tuwim podobnych zgłoszeń nie przyjmuje. Uwaga 2: Do pozostałych mogą się zgłaszać tylko interesantki posiadające przeszło 75 000 mk posagu (bez różnicy płci, narodowości i wyznania).”

Tadeusz Boy Żeleński tak wspomina ich wystąpienia: „Wszyscy recytatorzy po kolei stawali oparci o fortepian, ale fortepian milczał… [...]”

Picador przetrwał kilka miesięcy. Później Skamandryci przenieśli swoją scenę do dużej sali Hotelu Europejskiego, jednak szybko zaczęło ubywać publiczności. Stało się tak dlatego, że ubogich inteligentów i studentów zwyczajnie nie było stać na dania z karty hotelowej, zaś bogaci mieszczanie szybko znudzili się poezją. Pod Picadorem upadło, jednak piątka poetów dokonała prawdziwej rewolucji, kierując swoją twórczość do ludzi, którzy wcześniej nie mieli możliwości obcowania z kulturą i literaturą na wyciągnięcie ręki. Nie byli poetami medytacji, trudnymi......

autor: Patryk Zalaszewski

1 2 >