<< Nie taki student straszny, jak go malują

„Nie no, nie przesadzaj. Studiowanie to przecież nie tylko imprezy. Na kilku wykładach w semestrze wypada się pojawić” — tak kiedyś powiedział mi znajomy, który uważa się za „względnie pilnego studenta”. Bo właściwie… cóż to znaczy, to całe studiowanie? I czy faktycznie to tylko wieczne zabawy? A nawet jeśli, to czy to źle?

„Jak będę duża, zostanę lekarzem/policjantem/dziennikarzem” — pewnie wielu z nas tak sobie mówiło w tym pięknym wieku lat ośmiu. I gdzieś tam z tyłu głowy pojawiała się myśl, że chyba do tego trzeba jakiejś konkretnej szkoły, która nauczy nas tego całego lekarzowania albo dziennikarzenia. Wobec tego wraz z wiekiem coraz częściej słyszało się o studiach. I zaczynało się marzenie: o wyjeździe z domu, o samodzielności i niezależności oraz o dumnym wkroczeniu w świat dorosłości, który, swoją drogą, wcale nie jest tak straszny, jak wszyscy wkoło powtarzają. Przyznajcie się: wy wszyscy tak myśleliście na samym początku. Wyobrażaliście sobie pewnie poważnych studentów, obowiązkowo z tą słynną studencką czapką i dyplomem w ręku. Tylko że to miało być na końcu. Co więc jest w środku studiowania? No… pewnie pilne uczenie się, zarywanie nocek i zasypianie w bibliotekach przy stosach starożytnych ksiąg. I pilnie wierzyliśmy, że i my kiedyś wyrośniemy na tak wyedukowanych młodzieńców. Naiwne, prawda? Ale w końcu wszystko zaczyna się właśnie od naiwnych marzeń. Tak więc było za dzieciaka. Jak to zaś wygląda dzisiaj?

„A ty co w domu robisz”, pyta któregoś dnia mama. „Aaa… bo zajęcia odwołali…”. „STUDENCI!” No po prostu studenci!” — czyż to nie idealne podsumowanie? Czyż w internecie nie jest pełno żartów o tym, że student nie musi, on najwyżej może, poza tym „bez spiny, są drugie terminy”? Czyż starszym studiowanie nie kojarzy się ze spożywaniem rzek alkoholu? I… ile właściwie jest w tym wszystkim prawdy? Cóż, przyznajmy szczerze: coś w tym jest. Lecz warto też pamiętać, że to nic złego. Wręcz przeciwnie!

Ktoś mi powiedział kiedyś, że studiowanie to najpiękniejszy okres w życiu, tym samym bardzo zachęcając mnie do kontynuowania nauki. I wtedy też zaczęło się gadanie: tylko nie przesadzaj z alkoholem! Tylko nie zarywaj nocek na balowaniu. Ucz się, ucz!, bo nauka to potęgi klucz. No dobra, a więc to znaczy, że muszę zostać abstynentką i zachowywać się jak zakonnica? Tak tylko wspomnę: ile genialnych pomysłów powstało przy wspólnym piwie z kumplami? Ile kół studenckich zaczęło się od luźnego hasła na domówce: „a zróbmy coś razem, coś nowego, coś takiego, co wprawi wszystkich w osłupienie”? Ile świetnych zespołów muzycznych powstało przez garażowe granie, albo ilu młodych znalazło w sobie żyłkę do interesów i zarządzania nie przez wykłady, ale przez organizację juwenaliów i innych imprez studenckich, które znakomicie sobie radzą w tworzeniu relacji między… międzystudenckich? Tak to już bowiem, że na te studia przychodzą ludzie (prawie) dojrzali, lecz jeszcze nie na tyle, by siedzieć w fotelu i oglądać „Familiadę”. Oni bowiem potrzebują przestrzeni. Potrzebują rozrywki, atrakcji. Odczuwają potrzebę poznawania świata z tej najbardziej nieoczywistej i pokręconej strony i to nie zawsze ma związek z wertowaniem książek. I to jest nieco straszliwe: że niektórzy twierdzą, iż kreatywność jest......

autor: Magdalena Lewandowska

1 2 >