<< Pierwsza praca za pasem

Nie ma chyba studenta, który nie spróbowałby w ciągu studiów chociaż raz podjąć jakiejkolwiek pracę. Tak wyśmiewany McDonald s, KFC czy im podobny lokal dla wielu staje się pierwszym krokiem zdobywania doświadczeń zawodowych. Przecież nikt nie przyjmuje nikogo od ręki na stanowisko kierownicze i nie zleca mu poważnych zadań, nie mając pewności, że osoba ta kiedyś sprawdzała się w jakiejś konkretnej pracy. Tak więc młody, niewiedzący czego się spodziewać student, nieśmiało stawia pierwszy krok w kierunku bycia kimś na rynku i praktycznie od razu wpada w wir, najczęściej korporacyjny.

Szybko okazuje się jednak, że oczekiwania oscylujące gdzieś w temacie pierwszej spokojnej pracy można włożyć między bajki. Po rozmowie kwalifikacyjnej, gdzie miła i uśmiechnięta pani menadżer otwiera przed przyszłymi pracownikami niesamowite możliwości przede wszystkim szybkiej kariery i awansu, bardzo szybko wraca się do szarej rzeczywistości. Stawki godzinowe są zaniżane, godzinki pracy pocięte, a awans zarezerwowany dla ludzi, którzy są najlepsi w donoszeniu na swoich współpracowników i przymilaniu się osobom stającym wyżej w hierarchii. Przede wszystkim oczekiwania. Niemal od razu trzeba się nastawić na to, że na tym najniższym szczeblu określanym najczęściej jako — pracownik obsługi klienta, będzie się tanią siłą roboczą, której mottem życiowym powinno zostać ma być szybko, ma być wydajnie. W pracy myśli powinny zajmować określone standardy, progi sprzedażowe , odpowiednia obsługa i planowanie swojego czasu tak, by jak najwięcej rzeczy upchnąć w swoim grafiku. Nie można liczyć nawet na chwilę oddechu, nawet jak wszystkie zlecone wcześniej zadania ukończy się wcześniej. Bezruch pracownika nie jest dobrze widziany, bo marnuje on wtedy cenne minuty, które mógłby poświęcić na dodatkowe zajęcia ku chwale i rozwoju swojej korporacji. Piętnaście minut przerwy w czasie dziesięciogodzinnej zmiany przecież jest wystarczające na odzyskanie sił, zjedzenie, skorzystanie z toalety i nawet zapalenie papierosa w przypadku tych najszybszych. Prośby o dodatkowe minuty raczej nie zostają spełnione. Dodatkowo zawsze trzeba mieć dobry humor, być miłym i pracowitym i pędzić w wyścigu korposzczurów, by zdobyć upragnioną premię, która pomoże przeżyć następny miesiąc, bo podstawa wypłaty jest niewiele wyższa od kieszonkowych przeciętnego nastolatka. W niektórych miejscach dochodzi do sytuacji ocierających wręcz o paranoję, o czym można się dowiedzieć nawet w trakcie zwykłych rozmów ze znajomymi. Historie o tym, jak pracownik jest tak bardzo niezastąpiony, że nie może wyjść z pracy do umierającej w szpitalu mamy, mrożą krew w żyłach. Ciężka praca w czasie choroby z powodu obawy przed zwolnieniem również nie jest spełnieniem marzeń. Tak samo strach przed wyrażeniem na głos swojej opinii. Podobnie sprawa się ma ze zwolnieniami ludzi za brak lojalności w stosunku do firmy, która przejawia się tym, że nie można między innymi utrzymywać kontaktów z byłymi pracownikami, nawet jeżeli nie rozmawia się z nimi o sprawach firmowych. W takich momentach praca zbyt mocno wchodzi w życie osobiste i próbuje je sobie podporządkować na wszelkie możliwe sposoby. Można by pokusić się o stwierdzenie, że jeżeli jesteśmy pracownikiem, to jesteśmy również własnością takiej firmy. Trudno jednoznacznie jednak stwierdzić, że praca jest taka zła, ponieważ uczy wielu przydatnych w życiu umiejętności i przede wszystkim pokazuje jak nie pozostać......

autor: Kinga Fryszkowska i Oliwia Marcinkiewicz

1 2 >