<< MUZYCZNY FAST FOOD, MENU: MAROON

Dziś chciałbym przedstawić wam płytę zespołu Maroon5 „Overexposed”, jest to czwarty studyjny album tej amerykańskiej grupy. Przyznać muszę, że po dużym sukcesie singla „Moves like Jagger” z Christina Algiera nie mogłem się doczekać tego albumu. Po sukcesie singla Maroon5 pospiesznie udali się do studia i starali się nagrać to coś. Na staraniach niestety poprzestali, szkoda, bo płycie brakuje jakiekolwiek perełki muzycznej. Czekałem , czekałem i się nie doczekałem. Faktycznie płyta wyszła, ale oczekiwałem czegoś zupełnie innego. Mimo tego, że za produkcję materiału byli odpowiedzialni popowi producenci. Dodatkowo nawet do współpracy zaproszono Ryana Teder-a, lidera zespołu one republic. Jak z pewnością wiele osób zauważyło muzyka Moroon5 uległa ostatnimi czasy sporym zmianom, które są widoczne na „Overexposed”. W jego najuboższej wersji znajduje się 12 numerów, której band poszedł w radiowa skrajność ,rezygnując z jakichkolwiek rockowych brzmień, które czasem były dla niego charakterystyczne. Bez nich kawałki są o wiele uboższe i mimo, iż wciąż pozornie hitowe, to bardzo słabe. Wydaje mi się, że jest to typowy krążek, który ma promować jeden singiel, mowa tutaj o „paintfull”, który podbił wiele list przebojów. Jest to jedyna dobra strona tego albumu. Nie chcę komentować reszty utworów chociaż nie, muszę wspomnieć o utworze, który mnie najbardziej drażnił, mowa tutaj o Fortune Teller, którego przez falsetowy głos front mena nie byłem w stanie wysłuchać do końca. Utwory na krążku okazują się odgrzewanym kotletem oblanym kiczowatym sosem. Przy procesie tworzenia tego krążka udział brali sami topowi producenci muzyki pop: Beny Blancko, Sam Farat, Shelback itp. Więc nie ma się co dziwić, że w nasze ręce trafia materiał na pierwszy rzut oka, „ucha” przebojowy i skrojony wyłącznie z myślą o masowej publice. Nagrania są stworzone na modnych często wręcz oklepanych schematach które mimo swojej beztroskiej słodyczy będącej w stanie chwilowo zauroczyć większość słuchaczy, są po prostu mdlące. Dlatego „Overexposed” można nazwać muzycznym Fast foodem, ponieważ to nie jest muzyka, której da się słuchać na co dzień, chociaż wielu osobom zapewne będzie początkowo smakować, to obcowanie z nią może okazać się niezdrowe, szybko nudzi i wywołuje muzyczną niestrawność. „Overexposed” odsłuchałem raz i ponownie sięgać na półkę po ten krążek nie zamierzam. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na płytki tekst, który zalatuje typowa komercją. Niestety Maroon5 nie wziął przykładu z przyjaciół po fachu i nie stworzył typowych radiowych hitów , które mimo wszystko powinny przyciągać fanów typowej komercji. Na takie przeboje nadają się trzy, może cztery utwory jednak nie wróżę im wielkiego sukcesu. Chłopaki z Maroon 5 zapowiedzieli już prace nad nowym albumem wiec mimo wszystko czekam na niego i mam nadzieje, że nowy materiał będzie zupełnie inny od tego który odsłuchiwałem Ps gitarczysta James Velentine w dniu premiery powiedział „ to zdecydowanie nasza najbardziej popowa płyta do tej pory i wcale się tego nie wstydzimy” Powinni się wstydzić !!!...

autor: Łukasz Garboś