<< Chłodny powiem przyszłości.

Rok 2031. Świat przegrał walkę z efektem cieplarnianym. Na Ziemi zapanowała wieczna zima, a życie uległo zagładzie. Jedynymi, którzy przetrwali, są pasażerowie Snowpiercera firmy Wilford. To pociąg pędzący przez specjalną linię, okrążający Ziemię w ciągu roku. Społeczność podzielona jest na klasy. Bogaci pasażerowie korzystają z luksusowych wagonów. Ostatnie przedziały to z kolei ludzie, żyjący w nędzy i ubóstwie. Wystarczy iskra do wybuchu buntu i wykonania głównego zadania - przejęcia władzy nad lokomotywą. Poleje się wiele litrów krwi, zginie wiele osób, ale czy grupie z Curtisem (Chris Evans) na czele powiedzie się? To nowy film Bong Joon-Ho, cenionego koreańskiego reżysera. Cenionego - głównie za niekonwencjonalne pomysły, jakie wykorzystuje w swoich filmach; Zagadka zbrodni z 2003 roku jako najprawdziwszy thriller, podczas którego widz zarówno ogląda obraz w skupieniu, jak i - czasem - z rozbawieniem czy The Host - Potwór z 2006 roku jako połączenie horroru z elementami czarnej komedii (córka sklepikarza zostaje porwana przez monstrum, a on sam wyrusza na poszukiwania). Snowpiercer okazał się dla mnie w pewnym stopniu przyjemnym obrazem. I nie chodzi o to, że mam słabość do futurystycznych wizji końca świata i rodzaju ludzkiego. Podział jednostek na lepszych i gorszych nieraz wykorzystywany był w filmach, szczególnie spod znaku science-fiction. Snowpiercer nie wnosi jednak nic nowego. Niestety, im dalej posuwali się w maszynie bohaterowie, tym było coraz gorzej. Starając się nie zdradzać za dużo szczegółów - absurd goni wręcz absurd. Tak, jak w naszych pociągach PKP - co przedział, to oryginalna persona. W filmie jest wręcz podobnie. Hasło reklamowe Przejdzie do historii, jak >>Łowca androidów<< i >>Matrix<< jest wyolbrzymione. Stawianie filmu Joon-Ho obok klasyków science fiction jest świętokradztwem. Zapewne jednak znajdą się fani tego obrazu. Niejeden twórca może zazdrościć takiej śmietanki gwiazd w jednym filmie. W tym momencie powinno paść pytanie: kogo tam nie ma? Zdobywcy Oscara Tilda Swinton (oryginalnie wcieliła się w panią minister Mason) i Octavia Spencer (poszukująca syna Tanya) oraz laureaci Złotego Globu Ed Harris (maszynista i szef korporacji Wilford) czy John Hurt (reprezentujący starszyznę Gilliam). Jak to jednak bywa w wielu filmach (przynajmniej w ostatnich latach) - co za dużo, to nie zdrowo. Z wieloma z nich widz nie będzie w stanie się utożsamić. Szczególnie, kiedy nie wiadomo, komu tak naprawdę możemy zaufać... Snowpiercer. Arka przyszłości od piątku, 11 kwietnia w polskich kinach. Zapraszam na podróż bez opóźnień i bez przesiadek... ...

autor: Adrian Warwas, fot. filmweb.pl