<< Coś na ruszt

Z racji, iż mieliśmy ostatnio weekendzik majowy, uznałem, że byłoby niezmiernie miło, aby podczas grillowania w zaprzyjaźnionym mi gronie osób, poleciała w uszach jakaś nowa, świeżutka pozycja rapowa. Mój jakże donośny boombox, którego staram się nigdy nie zapominać na tego typu okoliczności, miał odtworzyć wybrańca, aby ten służył, jako muzyczne tło do ziomalskich konwersacji przy piwku i śmiesznych papierosach. Trafionym w swoich propozycjach do zakupu czegoś ciekawego, okazał się być sprawdzony, chodź przyznać muszę, czasem zawodny Empik. Zawodny z racji, iż miewałem tam sytuacje, gdzie nie zawsze mieli to, na czym mi w danym momencie zależalo… Ale wracając. Postanowiłem, że na muzyczny ruszt obok wysmażonej kiełby, trafi album Kartagina duetu mc/producent, powstałego w wyniku polsko/kanadyjskiej kolaboracji. Mowa tutaj o ikonie polskiego rapu, Adamie Ostrowskim, znanym w środowisku, jako O.S.T.R, oraz producencie Marco Polo,obecnie reprezentującym nowojorski Brooklyn. Tworzył on podkłady dla legend światowego rapu, od Masta Ace'a i Krs’a po Organized Konfusion i Taliba Kweli. O zakupie krążka zadecydował niezmierny szacunek do obu artystów, ale przede wszystkim, głównym czynnikiem wyciągnięcia po niego dłoni była ciekawość tego Łódzko/Brooklynskiego połączenia stref, co z resztą okazało się strzałem w dziesiątkę podczas grillowania z ziomalami.W trakcie odsłuchiwania, największe wrażenie wywarła na mnie warstwa muzyczna płyty, dlatego też od niej zacznę. Marco Polo nie zawiódł, jego podkłady są najwyższej klasy, jakości nowojorskich produkcji. Producent znany z boom-bapowych kos, również i na Kartaginie skorzystał z tego typu brzmień, co można zauważyć chociażby na Intro, czy Hołd bloków absolwentom. Dobrze dobrane sample, świetnie grające perkusje, takie jak w utworze Więzień własnych granic, czy sekcje basowe wraz z żeńskim wokalem i klimatycznym fletem w What is the question ukazują kunszt kanadyjskiego producenta. Słychać, że chciał dać najlepsze bity, jakie mogły wyjść z jego kuźni. Moc Marco Polo, jako producenta niewątpliwie tkwi w szczegółach i wyszukanych wstawkach, na które zwrócimy uwagę tylko wtedy, kiedy dobrze się wsłuchamy. Na krążku czuć chemię pomiędzy producentem i raperem. Marco nie raz wrzuca Ostrego na bardzo szybki bit by za chwilę mocno przystopować. Jak dla mnie, nie ma przesady w słowach beatmakera, który w książeczce do płyty napisał, że dał na Kartagine najtłustsze podkłady, jakie mógł stworzyć. Zgadzam się z tym i z radością stwierdzam, iż muzyka w tym albumie, jest jego najpozytywniejszym aspektem.Przechodząc do Pana Adama (O.S.T.R), śmiało mogę powiedzieć, że niczym nowym nie zaskoczył. Jego tematyka lokalnego patriotyzmu i miejskiego lifestyle, została ujęta w podobnych ramach co zawsze. Nie oznacza to jednak, że teksty, które napisał są słabe. Sprecyzowałbym je bardziej jako nudne. Jedyne, co utkwiło mi szczególnie w głowie, to wers Nie wszystko kreci się wokół hashtagów, małolat z utworu Długi, który może być czytany wieloznacznie. Najbardziej pozytywnie mogą się przyjąć kombinacyjne przyspieszenia rapera, które ukazują jego wybitny warsztat. Nienaganna technika, zabawa flow, idealne wkomponowanie wokalu pod bit, to właśnie esencja tego, czym ten doświadczony mc zawsze przyciągał swoich słuchaczy. Kawalki takie jak Side Effect, Hip Hop Hooligans, Nie słuchać przed trzydziestką, czy Przyjaciel diabła z pewnością nieraz zostaną odtworzone ponownie na moim hi-fi. Historia pokazuje, że Ostry jest najlepszy,......

autor: Krzysztof Antropik

1 2 >