<< Niech żyje Król...

Historia rozpoczyna się banalnie. Oto życie Edwarda - szczura korporacyjnego, który nie ma czasu do stracenia. Musi zarabiać, robić karierę, gonić za zaszczytami. Nic oryginalnego w filmie „Król życia” z 2015 roku- współczesna, przeciętna rodzina, w której brak uczuć, zrozumienia i rozmów. Jest za to wiele pośpiechu, wzajemnej obojętności, pretensji, frustracji. I nagle zdarza się wypadek, który wszystko zmienia w życiu Edwarda. W roli głównej Robert Więckiewicz, zaniedbujący dotąd żonę karierowicz, przeżywający głęboką przemianę. Więckiewicz jest w filmie niezwykle wiarygodny. Doskonale ukazuje za pomocą gestu, mimiki, eksponowania określonych stanów emocjonalnych dwa etapy w życiu odgrywanego bohatera. Gdy bierze udział w wyścigu szczurów, jest skupiony, obojętny i zimny. Bezwzględnym tonem odrzuca zaproszenie swojego ojca na niedzielny obiad. Kamiennym wzrokiem patrzy na „kobiety swojego życia”. Ale po wypadku jest już innym człowiekiem- ciepłym, mądrym, doceniającym najdrobniejsze nawet codzienne radości. Obraz tej postaci doskonale eksponują i dopełniają inni aktorzy- Magdalena Popławska, Jan Peszek, Jerzy Trela, Bartłomiej Topa. Ten ostatni, w roli Kapsla, posiadł wiedzę o tym, co jest naprawdę ważne i choć zmaga się z problemem alkoholowym, to decydowanie lepiej niż główny bohater potrafi dostrzegać to, co piękne. „Król życia” w reżyserii Jerzego Zielińskiego ze świetnym scenariuszem Fadiego Chakkoura to film mądry, ciepły i po prostu ciekawy. Niesie ze sobą fantastyczne przesłanie o tym, że gdy los zamyka jedne drzwi, zaraz otwiera drugie. Uczy, że życie nie polega na zdobywaniu, gromadzeniu, ściganiu się z innymi, by zająć jak najwyższą pozycję. Widz wraz z głównym bohaterem odkrywa radość i piękno rzeczy banalnych i zwyczajnych. Zachwyca się brzmieniem słowa „cielęcina”, delektuje spacerem w wiosennym deszczu, docenia wagę szczerego uśmiechu. Warto zobaczyć „Króla życia”, by poczuć jego magię, która zmusza do zatrzymania się w biegu i wywołuje uśmiech na twarzy największych nawet pesymistów. Lecz myliłby się bardzo ten, kto uznałby ten film za błahą komedyjkę. To jedna z najpiękniejszych i najwartościowszych produkcji, którą udało mi się obejrzeć. Dociera bowiem do najbardziej fundamentalnej prawdy o istocie szczęśliwego życia, która dostępna jest tylko ludziom uczciwym, skupionym na drugim człowieku, potrafiącym mówić: „Kocham”, śmiać się głośno i radośnie. Cóż, król życia Edward to taka współczesna wersja stoika i epikurejczyka. I nie zmienią tego drobne mankamenty filmu- nie do końca konsekwentny układ akcji, pewna naiwność w sposobie kreowania bohaterów i sytuacji. To nieistotne drobiazgi, bo całość jest naprawdę warta obejrzenia, choćby dlatego, żeby widz mógł odnaleźć własną interpretację, pojawiającego się w finałowej scenie niezwykle intrygującego słowa „qululega.” ...

autor: Paweł Idziorek