<< Nasi bracia mniejsi

Krótki wycinek z życia psa i kota, którego życie toczy się za bramą schroniska.

Pada deszcz. Wełniste i ołowiane chmury zakryły całe niebo. Parasol na dzisiejszą pogodę jest niezbędny.

Nie trzeba znać dokładnego adresu, aby tam trafić. Im bliżej, tym coraz głośniej je słychać. Już nie muszę rozglądać się na boki i sprawdzać numery mijanych domów, bo uszy same kierują mnie do celu. Coraz bliżej i głośniej, a kiedy kończą się budynki mieszkalne, chodnik i asfalt, zaczyna się błotnista droga.

Już prawie jestem na miejscu, które jest ogrodzone płotem z siatki. Jest szyld. Pod płotem stoją dwa samochody. Wokoło nie ma nikogo. Jest niebieska furtka i domofon. Jeden przycisk. Dzwonię. Psy już dawno wyczuły obcego, poszczekują niecierpliwie i ostrzegawczo, a może to jest przyjazne szczekanie?

Bramkę otwiera mi jeden z pracowników. Wokoło klatki, a w nich pełno psów. Ciągle błoto i nieprzyjemny zapach, który, dla kogoś kto jest tutaj pierwszy raz , jest wręcz odpychający, dopiero po chwili można się oswoić.

Na płotach wiszą kołdry, koce i szmaty. W kojcach stoją drewniane budy. Pada deszcz, więc psy nie wychodzą z nich, by nie zmoknąć. Przechodząc z biura do innych pomieszczeń należy patrzeć uważnie pod nogi, by nie nadepnąć na żadnego z mieszkańców schroniska. Kręcą się pod nogami czarne, rude, małe i duże. Najwięcej jest psów mieszanych z rasy kundlowatej. Jak słusznie zauważa jeden z pracowników schroniska, rasowe psy rzadko tu trafiają, bo jak właściciel zapłaci kilka tysięcy, to dba i pilnuje pupila.

To, jak ludzie traktują zwierzęta, w dużej mierze zależy od ich mentalności

Teraz w schronisku przebywa około 200 psów, ale liczba ta stale się zmienia. Przybywają nowe, odchodzą stare i tak dzień za dniem toczy się tu pieskie życie. Psy trafiają tu z różnych powodów. Jedne oddają właściciele, drugie są im odbierane. Zdarza się, że są porzucane i błąkają się po ulicach, zanim tu trafią. Ochroną zwierząt zajmuje się Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. To, jak ludzie traktują zwierzęta, w dużej mierze zależy od ich mentalności i kultury, dużo wynosi się też z domu rodzinnego. Najczęściej interweniują, gdy pies ma złe warunki bytowe, jest zaniedbywany, głodzony i katowany. Takich interwencji TOZ ma rocznie około 100: „To ciężka służba, bo my działamy społecznie, nie otrzymujemy za to pieniędzy” -tłumaczy pan Ryszard Tiece Okręgowy Inspektor TOZu.

W schronisku każdy pies ma numer identyfikacyjny, większość z nich ma też imię. Każdy pies, który przybywa do schroniska, jest odrobaczany, sterylizowany, a jeśli jest chory, opiekuje się nim weterynarz. „Dzięki temu, że miasto finansuje sterylizację każdego zwierzaka, nie zdarzają się już zagryzienia wśród psów”- informuje mnie zastępca kierowniczki.

Psia depresja

Psy w schronisku, mimo że mają co jeść, są leczone i mają dach nad głową, źle znoszą pobyt. Reagują jak ludzie. Zdarza się, że pies przebywając w schronisku, cierpi na depresję jak człowiek. „To nie jest dobre miejsce dla psa i dla każdego zwierzaka.”- przyznaje zastępczyni kierowniczki.

Tak jak historia Łatka, kundelka, który trafił do schroniska całkiem niedawno. Psy nie zaakceptowały jego, dlatego musi mieć posłanie na podwyższeniu i siedzieć na......

autor: Dagmara Walkowiak

1 2 3 >