<< Ustka jakiej nie znacie

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jedna z najbardziej znanych polskich, nadmorskich miejscowości ma też drugie ukryte oblicze. Bowiem Ustka to nie tylko piękna promenada, plaża i latarnia morska, to również miasto, którego historia może zdziwić nawet osoby mające pojęcie o dziejach regionu. Ustka ma swoją własną opowieść, która została częściowo zapomniana. Przede wszystkim zostały zaniedbane świadectwa zdarzeń, które miały tu miejsce w trakcie II wojny światowej oraz tajemnice, które skrywają się w lasach po zachodniej stronie Ustki nazywanej przez miejscowych „dzikim zachodem”. To sekrety, dla których nadchodzą lepsze dni, wygląda bowiem, że nie zostaną całkowicie zapomniane.

Wrzesień 2009

Idziemy z dworca PKS w Ustce torami na drugą stronę portu. Krajobraz zmienia się po drodze, zamiast sklepów i lodziarni, niszczejące budynki stoczni i rozpadające się wagony kolejowe. Z torowiska wspinamy się , wchodzimy na wiadukt, który jest jedynym porządnie wykończonym kawałkiem drogi w tej części miasta. Dwa lata temu poprzedni, poniemiecki wiadukt zarwał się pod ciężarem koparki. Niestety, podczas budowy nowego, zniszczono pozostałość dawnej niemieckiej stacji. Godna podziwu dbałość o pamiątki historii – w tamtym czasie wpisała się w trendy panujące w miejskim ratuszu.

Dalej zniszczona droga, opuszczone budynki portowe, spichlerze i koniec świata. Brukowana droga, las i żadnych tabliczek, nie licząc ledwo widocznego drogowskazu do pobliskiego ośrodka wczasowego. Stojąc w tym miejscu nie sposób się nie domyślić, że w promieniu kilkudziesięciu metrów znajduje się kilkanaście zabudowań z okresu II wojny światowej, a idąc dalej, wystarczy przejść przez niezbyt gęste krzaki, aby naszym oczom ukazały się świadectwa zdarzeń sprzed ponad pół wieku. Budynki, które zostały zapomniane i niewiele brakowało, aby już nigdy nie udało się ich uratować.

Niestety, nie poruszamy się w pomieszczeniach, które choć trochę przypominałyby, np. muzeum w Łebie. Wejście jest na ponad metr zasypane piaskiem, tak samo jak wnętrze – tutaj oprócz piasku znajdujemy również góry śmieci, rysunki na ścianie, brudne koce, butelki po tanich alkoholach oraz brudne ubrania. Są to pozostałości po ostatnich mieszkańcach tego miejsca - bezdomnych, którzy kilka lat wcześniej urządzili sobie w poniemieckich bunkrach istne El Dorado, przynajmniej w lecie, kiedy temperatura pozwalała na takie wypady. W tamtym okresie, po wielu skargach mieszkańców i miłośników lokalnej historii, władze miasta zdecydowały się na interwencję. Straż miejska i policja rozprawiły się z dzikimi lokatorami, którzy zostali stamtąd usunięci. Niestety, na tym zainteresowanie miejscem zakończyło się, przynajmniej na jakiś czas.

Wyczołgujemy się na zewnątrz. „To już są tylko ruiny, z tego nic nie będzie.” - zaczepia nas wędkarz wracający z portu.

Po 10 minutach marszu docieramy do trzeciego mola. Mimo że tylko kilkanaście metrów wychodzi w morze, to cała konstrukcja biegnie przez 200 metrów w głąb lądu aż do parkingu ośrodka wczasowego. Idąc wzdłuż, nie zwraca się specjalnej uwagi : ot, kawałek muru wystaje z piasku, można usiąść i wypić piwko. Mało kto zdaje sobie sprawę, że ten murek jest jakkolwiek powiązany z molem wystającym z morza.

Styczeń 2011

Obecnie na ukończeniu jest już etap oczyszczania i odrestaurowywania wnętrz budynków. Urzędnicy planują również podłączenie kamer i oświetlenia.......

autor: Kamil Lipski

1 2 3 >