<< Chora na bezdomność

Chora na bezdomność

Zwyczajne piątkowe popołudnie, jakich wiele. Na koszalińskim dworcu kolejowym ruch. Studenci wracają do domów po ciężkim tygodniu. Ruch się wzmaga. Walizka, zegarek, najnowszy model telefonu komórkowego. Na to wszystko spogląda "Baśka". To jedna ze stałych mieszkanek dworca. Wszyscy ją tutaj znają i kojarzą. "Pracuję tutaj od 12 lat. Już wtedy Baśka była tutaj" - mówi jedna z pracownic dworcowego sklepu.

Początek lat dziewięćdziesiątych nie był szczęśliwy. Pani Barbara bezdomną została w 1993 roku. Wszystko rozpoczęło się od tragicznej śmierci męża, który zginął w wypadku samochodowym. Wtedy życie Pani Basi zupełnie się rozpadło. - W komunie było zupełnie inaczej. Stasiu pracował w urzędzie miasta, ja sprzedawałam w sklepie spożywczym. Żyło nam się nie najgorzej. W 1993 roku mąż zginął w wypadku samochodowym. Wtedy całkowicie się załamałam. To było tak nagłe, nie spodziewałam się". Chwila ciszy i mętny wzrok świadczy o tęsknocie za tamtymi czasami. - "Teraz to już nieważne. Jestem tutaj, nauczyłam się z tym żyć".

Śmierć męża była tylko początkiem problemów. Po jego śmierci i utracie źródła dochodu Baśka wpadła w problemy finansowe. -"Opłacać prąd i gaz jeszcze dawałam radę, ale za mieszkanie już nie. Doszło do tego, że zalegałam kilkanaście milionów. To jeszcze na stare ale i teraz to ogrom pieniędzy. Zaczęłam pić aby zapomnieć o problemach a gdy piłam to nie miałam pieniędzy na nic innego". Koło się zamknęło, gdy Pani Barbara dostała nakaz eksmisji.

Zapowiedź pociągu na chwilę przerywa rozmowę. Z niewyraźnej zapowiedzi w dworcowym holu trudno cokolwiek zrozumieć. -"Osobowy do Słupska. Od lat mniej więcej o tej samej porze. Zna się rozkład na pamięć, mogłabym robić nawet za informację" - śmieje się. Baśka wyciąga spod kurtki piwo. -"To mój jedyny przyjaciel. Bez tego można oszaleć. Można na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Dwa lata temu jeden z naszych zachlał się na śmierć. Zima była, a on przesadził no i go znaleźli sztywnego".

Pani Barbara ma dwie córki. Jedna mieszka w Szczecinie, druga w Warszawie. Mieszkają lub mieszkały, bo od wielu lat nie utrzymują już ze sobą kontaktu. -"Czy dzieci się Panią nie interesują?" pytamy. -"Od kilku lat nie utrzymujemy już ze sobą kontaktu. Oczywiście na początku po śmierci ojca, były dla mnie podporą. Jednak studia i praca całkowicie je pochłonęły a ja nie chciałam się narzucać. Po co? Marta jest prawniczką w Szczecinie. Agnieszka pracuje w sklepie odzieżowym w centrum handlowym w Warszawie. Nie chcę być dla nich ciężarem, one mają wszystko przed sobą a ja i tak skończę swoje życie tutaj".

Życie w reklamówce

Obok leży reklamówka jednego z supermarketów. Kilka puszek, łyżka, pół bochenka chleba, jakaś bluzka. To cały dorobek życiowy Baśki. Jest bardzo czujna, każda siatka i każdy łup są tutaj na wagę złota. Wokół sporo innych bezdomnych osób, dla których koszaliński dworzec jest domem. Ku zdziwieniu, w poczekalni przebywa więcej osób bezdomnych niż pasażerów.

Kilka razy dziennie dworzec odwiedzają ochroniarze, funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei oraz policjanci. Zawsze kończy się to mniej więcej tak samo - wyprowadzka dobrowolna lub przymusowa z poczekalni dworca. "Najgorsi to są sokiści. Mówimy na nich "gestapowcy", bo traktują nas jak......

autor: Malwina Bielak, Rafał Drwal, Aleksandra Gardzińska

1 2 3 4 >