<< Z powodu zwolnienia

W przedpokoju stoi pani niskiego wzrostu, o siwych włosach i smutnym wyrazie twarzy. Ubrana w czarny, obcisły t-shirt i niebieskie jeansy, nie przypominała stereotypowej alkoholiczki, nie dbającej o wygląd. Dopiero jak przywitała mnie, podając rękę, dostrzegłam ślady jej "choroby". Miała całą pomarszczoną dłoń, która się trzęsła. Pani Bożena widząc moje zakłopotanie, uśmiechnęła się do mnie i zaprosiła do pokoju gościnnego. Był on, jak i reszta mieszkania zimny, ponury, a ściany pokrywała wilgoć.

Pani Bożena ma wykształcenie wyższe ekonomiczne. Studiowała na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Należała do grona najlepszych studentów. Tuż po uzyskaniu dyplomu magistra, przeprowadziła się do miasta, skąd pochodził jej mąż. Szybko podjęła pracę w wyuczonym zawodzie, ale także dorabiała sobie udzielając korepetycji z matematyki.

- Myślisz, że dlaczego zaczęłam pić? -mówi: - Zwolnili mnie po 20-stu latach pracy. Czułam żal i złość do całego świata. Dlaczego spotkało to właśnie mnie, osobę posiadającą dużą wiedzę zawodową? Do tej pory nie wiem. Ubiegałam się o inne stanowiska, wysłałam masę CV… Nikt mnie po prostu nie potrzebował. Byłam zmuszona zarejestrować się w Biurze Pracy jako bezrobotna. To mnie dobiło. Tamtego dnia upiłam się do nieprzytomności. Rano miałam wielkiego kaca, którego leczyłam wódką. Na nic zdały się prośby moich dzieci. Błagały mnie, rozumiesz? Błagały, żebym przestała pić. - Pani Bożena zapala kolejnego papierosa. Jej ciało dygocze, jest zdenerwowana. - Nigdy nie przypuszczałam, że pracując jako księgowa przez kilkanaście lat w firmie, upadnę na samo dno. Kiedy cztery lata temu, doszło do grupowych zwolnień pracowników, nie sądziłam, że znajdę się wśród nich.

- Palisz? - przecząco kręcę głową. - To dobrze, bo ja nie potrafię żyć bez papierosa… Tak jak nie potrafiłam żyć bez butelki wódki. Nic się dla mnie wtedy nie liczyło. Ani dzieci, ani mąż, ani dom. Tylko jak zdobyć alkohol. Pani Bożena ma dwójkę dzieci: 20-letnią Aleksandrę i młodszego o 6 lat syna Damiana. Obydwoje nie mieszkają z nią. Córka Ola pracuje jako sprzedawca w supermarkecie i wynajmuje stancję z chłopakiem. Natomiast Damian od około dwóch lat przebywa w Domu Dziecka.

- Teraz płacę za swoje błędy. Jestem samotna. Odebrali mi dziecko, a mój mąż umarł. Nie pamiętam jak zabierało go pogotowie, kto po nich zadzwonił. Byłam w transie alkoholowym. Gdyby nie pracowitość córki, nie byłby nawet godnie pochowany. Wszystkie pieniądze wydawałam na alkohol. Zapożyczyłam się u sąsiadów. Nie płaciłam rachunków za mieszkanie, prąd i gaz. Moje mieszkanie stało się meliną, do której przychodzili różni ludzie o różnej porze dnia i nocy. Ważne, że mieli alkohol… Zarówno Ola jak i Damian wstydzili się mnie, rówieśnicy wytykali ich palcami. Nic dziwnego, że kiedy Opieka Społeczna w asyście policji zabierała Damiana, on się z tego cieszył. Powiedział, że pójdzie wszędzie, byle nie zostać dłużej z matką pijaczką.

- Chodź, pokażę Ci coś - mówi, kierując się w stronę drugiego pokoju. Pokój jest mały, pomalowany na biało. Na podłodze brązowe panele, trochę zaniedbane, brudne. W rogu szafa, a tuż przy niej biurko z różnymi rzeczami. Pani Bożena szuka czegoś zawzięcie na półce z książkami.

- Gdzieś to powinno być…......

autor: Magdalena Wygaś

1 2 3 >