<< Z powodu zwolnienia

... O, mam! - zawołała uradowana. Podeszła do mnie, wskazując na album ze zdjęciami. Przewinęła kilka stron. - Widzisz to zdjęcie? To ja parę lat temu. Zanim zaczęłam pić… - ściszyła głos. - Prawda, że byłam ładna? Miałam wielu adoratorów. Mężczyźni oglądali się za mną na ulicy, teraz też się oglądają i szepczą, jaka jestem brzydka i zniszczona przez alkohol. - Pani Bożena posmutniała.

- A to wycieczka w góry. Byliśmy wszyscy razem, w czwórkę: ja, mąż, Ola i Damian. To były nasze ostatnie wspólne wakacje… Pół roku później mój Janek dostał wylewu. Nie udało się go uratować. - Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

- A może i dobrze, bo gdyby teraz zobaczył mnie i to, co zostało z naszego życiowego dorobku, na który pracowaliśmy tak ciężko, to umarłby drugi raz.

Jak większość alkoholików pani Bożena nie przyznawała się, że jest chora. Starania Oli, doprowadziły do tego, że musiała poddać się leczeniu odwykowemu. Nakaz sądowy nie pozostawiał wyboru pani Bożenie.

- Córka nie dawała sobie ze mną rady. Była wtedy w klasie maturalnej. Potrzebowała spokoju, a w domu był jeden wielki chaos. Ciągłe awantury, imprezy nie pozwalały jej się uczyć. Podjęła radykalne kroki, idąc po pomoc do sądu. To był mój pierwszy odwyk.

W Ośrodku Uzależnień Alkoholowych w Stanominie pani Bożena leczyła się dwa razy: w 2009r. i w 2010r. Za pierwszym razem nie udało jej się wyjść z nałogu. Dopiero drugi pobyt w ośrodku uzmysłowił jej, że do końca życia będzie chora.

- Pierwszego dnia zostałam skierowana na oddział toksyczny, gdzie odtruwano mnie z alkoholu. Było strasznie. Kroplówki, woda i brak alkoholu doprowadzały mnie do szału. Nie mogłam tego wytrzymać. Dopiero piątego dnia umieścili mnie w normalnej sali - przebywały tam również trzy inne kobiety. I zaczęła się terapia…

- Zajęcia odbywały się od rana do wieczora, z przerwami na posiłki. Uczestniczą w nich psychologowie i terapeuci. W mojej grupie było 10 osób. Wszyscy musieliśmy opowiedzieć o swoim życiu, o tym, dlaczego zaczęliśmy nadużywać alkoholu. To było bardzo trudne.

Nie wszyscy potrafią otworzyć się przed nieznanymi im ludźmi. A na dodatek przyznać się do tego, że jest się alkoholikiem. Każda z tych osób miała inne przeżycia. Niektórzy z nich podobnie jak ja stracili pracę i to był główny powód sięgnięcia po wódkę - opowiada.

Terapia polegała nie tylko na rozmowie w grupie, ale także na opisywaniu w zeszytach przeżyć związanych z transem alkoholowym. Pacjenci piszą też na całych kartkach słowa "jestem alkoholikiem". Jednak nie wszyscy biorą to sobie do serca i wracają do nałogu.

- Byłam szczęśliwa po pierwszym odwyku. Zaczęłam nawet tworzyć plany na przyszłość. Myślałam, że picie mam już za sobą, ale rzeczywistość okazała się inna. - Pani Bożena spuszcza głowę. Jest jej wstyd. - Moja sąsiadka wyprawiała imieniny. Tak dawno nikt mnie nigdzie nie zapraszał. Kupiłam kwiaty i poszłam do niej. Niestety, to był błąd. Na stole stał alkohol. Dużo alkoholu… To miał być tylko toast za zdrowie solenizantki - dla mnie to był gwóźdź do trumny.

- Zaczęłam ponownie pić. Moje dzieci całkiem się ode mnie odwróciły, dlatego sama dobrowolnie...

autor: Magdalena Wygaś

< 1 2 3 >