<< W obronie wolności

Wiatr kierował płatek śniegu na pomnik Józefa Piłsudskiego. Wydawało się, że za chwilę uderzy w wielkiego marszałka. Gdy nagle zatrzymał się na transparencie. Stop dla ACTA. Trzymał go młody mężczyzna. Otaczały go setki innych. Były kobiety, młode i te dojrzalsze. Byłem ja. Pośrodku wydarzenia. Stanęli przy pomniku, by zebrać siły. Połączyli się w jeden, silny organizm. Wyszli na ulice. Oburzeni. Silni. Dynamiczni. Uzbrojeni w inwektywy. Młodzi i starzy. Kobiety i mężczyźni. Przyszli po zajęciach, po pracy. Trzymają mocno transparenty. Padają kolejne hasła. Kierują się na ratusz-pomyślałem. Idziemy pokazać, że nasz głos też się liczy. Ratusz-symbol władzy w Koszalinie. Dziś walczymy z władzą, która nie liczy się z nami. Z władzą, która postanowiła nie informować obywateli o swoich decyzjach. Z premierem, z ministrami, którzy wiedzą, że muszą. Muszą podpisać pakt. Pakt ograniczający naszą wolność. Te argumenty do mnie nie przemawiają. Dlatego tutaj jestem. Dlatego zjawiłem się w tym miejscu o tej porze. Dlatego idę wraz z kilkutysięcznym tłumem. Czuję się silny. Choć raz. Choć dziś. Bo jutro będzie już jutro. Będę sam. Nie będę się liczył. Stanę się po raz kolejny statystycznym Kowalskim, który gdzieś tam figuruje w statystykach. Stanę się Kowalskim, który będzie się liczył tylko w momencie nadchodzących wyborów. Znów będą do mnie mówić – jesteś najważniejszy, jesteśmy dla Ciebie, chcemy ci służyć. Dziś idę razem z nimi dlatego, że władza przestała się ze mną liczyć. Brakuje jeszcze tego, by szanowni posłowie, nasi czcigodni reprezentanci narodu wprowadzili dziedziczność funkcji posła. Wmieszany w tłum czuję moc, energię, która mnie rozpiera. Chcę krzyczeć, krzyczę. Chcę walczyć, walczę. Po co krzyczę? O co walczę?

Ludzie rodząc się, rodzą się z prawami. Mam prawo do swobody. Niestety teraz ktoś chce mi ją ograniczyć. Chce mnie śledzić, monitorować każdy mój krok. Czuję spojrzenia śledzących mnie oczu. Krzyczę głośno. Za mną idą setki mi podobnych. W tłumie spotykam Marcina. Widzę, że tak jak i ja wyszedł dziś na koszalińskie ulice. Ten spokojny chłopak, z wysoką średnią i trzeźwym spojrzeniem na świat, mówi do mnie spanikowanym głosem. Nie jestem złodziejem. Nigdy w życiu niczego nie ukradłem. Oni twierdzą, że to dlatego, bo kradniemy w Internecie. W Internecie, który jest naszą własnością. Pokaż mi, gdzie leży Internet. Gdzie jest stolica Internetu? Kto jest jego prezydentem? To jest chore. Nagle państwa chcą dokonać rozbioru Internetu, przywłaszczając sobie jego części. Nie sądziłem, że do tego dojdzie. Myślisz, że chodź trochę z pieniędzy z pozwów sądowych trafi do artystów? Przecież to wiadome, że zasilą......

autor: Anonimowy Miszczyk

1 2 3 4 >