<< Duma narkomana, czyli jak wygrać walkę o życie

... wtedy długą rozmowę z jednym z terapeutów. Zaufałam mu kiedy powiedział, że to jest nałóg, a nie potrzeba przebywania z dziećmi. Było mi ciężko, jak przyjeżdżały na parę dni i wracały do Wrocławia. Pytały, czemu nie mogę jechać z nimi. Mówiły, że przecież jestem normalna. Przypominało mi się wtedy, jak szłam ćpać w domu do łazienki, a one mówiły swojej babci, że mama znowu poszła robić sobie kuku.

Nowe życie

Małgosia 9 kwietnia 2012 roku skończyła terapię z sukcesem, a do maja mieszkała na terenie ośrodka (już nie jako pacjentka) dopóki nie znalazła sobie innego miejsca zamieszkania. Obecnie mieszka z narzeczonym w innym mieście. Czasem jednak zdarzają się sytuacje, które przypominają o przeszłości. Gdy jeżdżę do Wrocławia, jest mi trudniej. Widzę starych znajomych (tych, którzy jeszcze żyją), większość z nich dalej bierze. Pamiętam, jak raz jechałam do mojej babci autobusem i spotkałam dziewczynę, z którą kiedyś ćpałam. Bez ogródek powiedziała mi, że jedzie po towar i mogę się przyłączyć jak za starych, dobrych czasów. Poczułam się tak, jakbym miała zgięcia takie, jak wtedy, kiedy jest się uzależnioną i nie weźmie się działki. Zaczęłam mieć dreszcze i mętlik w głowie. Przestraszyłam się tego. Powiedziałam jej jednak, że już wystarczająco dużo życia zmarnowałam, a jeżeli o nią chodzi, to jeśli jej dalej mało, droga wolna. Wysiadła z autobusu. Widziałam, jak kupuje towar. Potem już źle się czułam przez resztę dnia, ale nie myślałam o tym, żeby znowu wziąć. Raczej przestraszyłam się tego, że gdyby nie ośrodek, mogłam teraz wyglądać tak, jak ona. Mam o tyle łatwiej, że byłam już w życiu na samym dnie, dzięki czemu wiem, jak bardzo nie chcę do tego wracać. Małgosia dzielnie idzie do przodu. Jest szczęśliwie zakochana. Kończy szkołę średnią. Dorabia w różnych miejscach, ale szuka pracy na stałe. Jej córki mają teraz dziesięć i siedem lat. Nadal ma ograniczone prawa rodzicielskie, a rodziną zastępczą są jej rodzice. -Póki nie będę miała stałej pracy, sąd nie pozwoli mi zabrać córek do siebie, ale jestem na dobrej drodze, żeby wszystko się udało. Dlatego mam siłę, aby dalej walczyć. Wiem, że nic gorszego niż to, co było, nie może mnie spotkać. Ośrodek nauczył mnie tego, że trzeba dawać z siebie jak najwięcej. W przeciwnym razie do niczego się nie dojdzie.

...

autor: Magda Grzebielucha

< 1 2