<< MOBILNY STUDENT

Zdecydowałam się studiować w Koszalinie, ponieważ jest oddalony o około 40km od mojego rodzinnego miasta- Darłowa. Busy kursują prawie co godzinę, więc nie muszę długo czekać. W swojej decyzji nie jestem odosobniona. Codziennie kursuję w towarzystwie innych studentów, licealistów oraz dojeżdżających do pracy. Studenci do Koszalina jeżdżą z wielu pobliskich miast między innymi z Polanowa, Sławna, Słupska, Sianowa, Mielna i innych mniejszych lub większych miejscowości. Ale po kolei. Jak wygląda zwykły dzień podróżującego studenta? Jest środa, godzina 5:30. Inni jeszcze śpią, a ja szykuję się do drogi, bo około 6:25 muszę być na przystanku. Jak się spóźnię na autobus, to nie zdążę na czas na pierwsze zajęcia. Gdy docieram na PKS, spotykam tłum ludzi wsiadających do autobusu, który właśnie podjechał. Wśród nich jest moja przyjaciółka B.. Proszę ją, by zajęła mi miejsce, bo sama planuję wsiąść ostatnia i porozmawiać chwilkę z kierowcą. Za kierownicą siedzi S.. Po grzecznościowym dzień dobry, pytam go, jak mu się pracuje ze studentami? Zdaje się, że go zaskoczyłam. A co Cię naszło, na takie pytania z rana? Super, lubię was wozić, znamy się i już wiem gdzie każdy z was wysiada i dokąd później zmierza. Na elektrycznym zegarze na czerwono wyświetla się godzina 6:30, to znak, że trzeba ruszać. Zajmuję swoje miejsce obok B. i przyglądam się podróżnym. Niektórzy już zasnęli, korzystając z szansy na godzinną drzemkę, inni wyjęli notatki i powtarzają materiał, a jeszcze inni pochłonięci są rozmową z sąsiadem ciesząc się, że spotkali się w busie. Są też tacy, którzy podziwiają widoki za oknem. Są to stali podróżni, którzy trasę znają na pamięć, a mimo to przyglądają się z ciekawością wszystkiemu , co za oknem. Kto wie, może zobaczą coś, czego jeszcze nie widzieli. Niby od niechcenia zagaduję B., czy lubi codzienne dojazdy. Lubię, zdążyłam się już do nich przyzwyczaić. W tym momencie do autobusu wsiada kanar. Jego też już bardzo dobrze znamy, a on już pierwszego dnia miesiąca wie, kto kupił bilet, jednak sprawdzić musi. Gdy do nas podchodzi, pytam go, czy studenci zawsze mają bilety i czy chętnie je pokazują. Oczywiście, że mają. Gdyby było inaczej, to mieliby ze mną do czynienia. A czy pokazują, to sama wiesz najlepiej, jak jest. W połowie miesiąca nie zawsze im się chce sięgnąć do portfela i mówią, że mają miesięczny. To już zależy ode mnie , czy mają go wyjąć, czy już im odpuszczę. Są też tacy, którzy kursują raz na jakiś czas, i w takim przypadku muszą mi go zawsze pokazać, bym mógł postawić parafkę. Oczywiście, z dokumentem upoważniającym do zniżek. A czemu pytasz? Odpowiadam, że zbieram materiały do artykułu. Aaaa, to wszystko jasne , odzywa się B., to tłumaczy twoje dzisiejsze zachowanie. W tym momencie wtrąca się, o dziwo już nieśpiący M.. Mnie te dojazdy męczą. Jednak jest to dużo tańsza opcja od mieszkania w Koszalinie. Gdy to powiedział, do autobusu wsiadła R., właśnie jesteśmy w Dąbkach. Nie wiem, o czym rozmawiacie, ale ja tam lubię dojeżdżać. Tu zawsze jest wesoło. Do dyskusji wtrąca się moja......

autor: Urszula Ajzyk

1 2 >