<< Grzechotką w głowę czyli studenckie bobo

Nikt nie wie, ilu studentów ma dzieci. Uczelnie wyższe nie prowadzą i nie mają prawa prowadzić tego typu statystyk. Dawno już skończyły się czasy, kiedy ciężarną dziewczynę namawiano do przerwania nauki. W końcu mamy XXI wiek, ale wiele rzeczy jak dotąd się nie zmieniło i dziecko plus studia nie należą do łatwych wyborów życiowych.

Wpadka, ciąża, dziecko, narzeczeństwo, ślub, rozwód to słowa, których użycie wśród studentów gwarantuje nie tylko zainteresowanie, ale też niejednokrotnie zażartą dyskusję na temat tego, co jest słuszne, a co nie. Widok ciężarnej studentki, z dzieckiem na ręku czy z wózkiem, budzi dziś, o wiele większą ciekawość niż w czasach, gdy nasi rodzice kończyli studia. Związane jest to na pewno z łatwiejszym i powszechniejszym dostępem do środków antykoncepcyjnych oraz z pędem do kariery, w którym posiadanie dziecka tak wcześnie nie pomaga, a wręcz utrudnia. W wyjazdach zagranicznych, wymianach między uczelnianych, dziecko bardzo często zawadza. Ale czy wszystkim? Co czuli? Czy się bali? Jak bardzo dzieci zmieniły ich życie? W końcu, czy są dla nich porażką czy wyzwaniem opowiedzą nam studenci Politechniki Koszalińskiej Ela, Kasia, Mateusz i Sławek.

,,Gdy dowiedziałam się o ciąży, czułam strach i chęć zapadnięcia się pod ziemię. Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział, że jestem w ciąży. Wzięłam urlop dziekański i dopiero po porodzie wróciłam na uczelnię. Nikt nie poznał, że byłam w ciąży. Na moim roku chyba nikt o tym nie wie. Jeśli ktoś mnie spotka z Jackiem na ulicy mówię, że to mój młodszy braciszek. Chyba mi wierzą.” - mówi Ela, studentka IV roku Ekonomii.

Większość przyszłych lub świeżo upieczonych rodziców chce się pochwalić swoimi maleństwami. Na portalach społecznościowych typu Nasza-klasa czy Facebook, aż roi się od zdjęć USG czy nowo narodzonych niemowlaków. Jedną z tych osób jest Mateusz, student III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. On nie tylko umieścił zdjęcie swojej żony z okrągłym brzuszkiem, ale też przedstawił światu zaraz po urodzeniu swoją córeczkę Marysię. W rozmowie przyznał, że jego córeczka nie była planowana. ,,Myślę, że rzadko pierwsze dziecko jest planowane” - mówi. - „Ale to, co poczułem, co oboje z Asią poczuliśmy, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć dziecko jest nie do opisania. To trzeba przeżyć. Takie ciepło, radość. Nie przeczę, był to też niemały szok i nie obyło się bez wypicia czegoś z procentami. Nie była planowana, ale od momentu kiedy się dowiedzieliśmy była chciana”. Dla Sławka, studenta IV roku Wzornictwa, najgorszy był okres tuż po porodzie. ,,Mama Martyna ma przymusowe wolne, a bobo Jadzia nie odkleja się od niej. Tata Sławek stoi na razie z boku. Myślałem wtedy jak my to ogarniemy, jak poukładać studia, zwłaszcza, że mieliśmy skomplikowaną sytuację. Ja dwa kierunki, Martyna tyły na Uniwerku... Nie potrzebujemy niani, bo plany zajęć się nam prawie tak dopasowały, że codziennie zmieniamy się przy Jadzi, ale wracając do karmienia to była masakra. Zjazdy Martyny - makabra dla Jadzi. Na szczęście mała pojawiła się w maju i to były w zasadzie 2 - 3 wypady Martyny. Potem było już z górki. Teraz się......

autor: Wioleta Bednarek, Magdalena Berezka, Katarzyna Chybowska, Magdalena Łanowy

1 2 3 >