<< Mit akademików

Gdy dostałem się na studia, a wraz ze zbliżającym się październikiem nadszedł czas wyboru dachu nad głową, w Internecie, jak i wśród moich znajomych powszechna była opinia, że domy studenckie nie są dobrym miejscem do zamieszkania. Żyją tam wyłącznie niepoprawni imprezowicze, a warunków do nauki żadnych. Ponadto pokoje przypominające więzienne cele oraz zbiorowe prysznice miały dopełniać krajobrazu nędzy i rozpaczy. Oj, jak bardzo się mylili.

Na miejscu, nawet po zakończeniu kwaterowania, błogi spokój. Głośne imprezy rzadsze, niż można by się spodziewać. Budynki po remoncie. Parking. Podnośniki dla niepełnosprawnych. Monitoring. Ochroniarze na portierni. Łazienki z prysznicami w pokojach. Ciepła woda. Szczelne okna. Szybki Internet. Sprzątaczki codziennie dbają o porządek na korytarzu i w kuchniach. Niezwykłe jest, jak tak silnie rozprzestrzeniane stereotypy, potrafią być dalekie od prawdy. Tutaj można komfortowo i przede wszystkim niedrogo mieszkać. Przestraszeni żacy płacą czasami ponad 500zł za pokój na stancji, niekiedy bez dostępu do sieci, ze wścibskimi sąsiadami gratis. Ja, za trzyosobowy pokój ze zgranymi znajomymi płacę 270zł. Jednak omówmy wszystko po kolei.

Osiedle akademickie to jedno z najspokojniejszych miejsc w mieście. Budynki są pomalowane we wszystkich kolorach tęczy i kontrastują z chodnikami i zieloną trawą. Kontrast mocny, ale niezwykle idylliczny. Jesienią i zimą osiedle wydaje się być opuszczone. Ławki przed budynkami świecą pustkami. Nie dziwota, brzydka pogoda nie zachęca do wychodzenia na zewnątrz bez konkretnego powodu. Podchodząc do drzwi od akademika nr 1, mamy wrażenie, jakbyśmy wchodzili do dobrze strzeżonego bloku na popularnych osiedlach zamkniętych. Solidnych, zamykanych elektronicznie drzwi, strzeże pracownik prywatnej firmy ochroniarskiej. Każdy z nich ma bardzo życzliwe podejście do studentów, co skutkuje częstymi rozmowami przy okienku i blokowaniem ruchu przy wejściu. Mam wrażenie, że portierzy, mając tutaj tak częsty kontakt z młodzieżą, chcą przeżyć drugą młodość. Po pobraniu klucza do swojego pokoju, wkraczamy na jeden z korytarzy, gdzie z obydwu stron otaczają nas drzwi do pokojów. Całe przejście, jak i drzwi, nowe. Gdy człowiek widzi to po raz pierwszy, zastanawia się, czy aby na pewno jest to akademik. Jednak na korytarzach to samo, co na zewnątrz. Pusto. Wszyscy siedzą spokojnie w swoich pokojach. Z laptopami na kolanach surfują po Internecie. Bezustannie sprawdzają Facebooka, Naszą klasę, YouTube i pocztę elektroniczną. Lub też robią coś związanego z uczelnią. To rzadziej. Czasami spotka się ze dwóch odszczepieńców rozmawiających lub, o zgrozo, sączących spokojnie piwo na korytarzu. W żadnym wypadku nie głośnych. Od czasu do czasu spotka się też dwie, trzy osoby w kuchni, w milczeniu przygotowujące sobie obiad. Sąsiedzi z rzadka ze sobą rozmawiają. Chyba, że są z tego samego roku lub ktoś wyjątkowo przełamie lody, by poznać osoby mieszkające za ścianą. Są to skrajnie rzadkie przypadki, występujące najczęściej wtedy, gdy przytrafi się tymczasowa awaria Internetu lub na kilka chwil wysiądzie prąd. Ale to są patologie i tym się nie będziemy w ogóle zajmowali.

Skoro zwiedziliśmy już akademikowe wejście i korytarz, przejdźmy do jednej z kuchni znajdujących się na piętrze. Pogłoska o tym, że studenci głodują, to jeden z lepszych żartów, jaki usłyszałem na studiach. O ile moje możliwości kulinarne kończą się......

autor: Adam Szymański

1 2 3 >