<<

Niedawno byłyśmy jednymi z kilkuset tysięcy uczestników corocznie organizowanego w Poznaniu konwentu o nazwie - Pyrkon. Jest to jeden z największych w Europie festiwalów fantastyki, a także zlot ludzi przebierających się za bohaterów z seriali, gier, książek itp., tak zwanych cosplayerów. Jedną z takich grup, które połączyło zamiłowanie do cosplayu jest poznane przez nas wtedy C-sector. Postanowiłyśmy dowiedzieć się o tym coś więcej!

O.M.: Zacznijmy od banalnego pytania, które pozwoli nam zrozumieć skąd bierze się w was tyle pasji i energii do zabawy jaką jest cosplay. Kiedy to wszystko właściwie się zaczęło? C-sector: Nasza pasja związana z cosplayem zaczęła się w czasach, kiedy byliśmy dziećmi. Wtedy właśnie z uwielbieniem oglądaliśmy filmy Disneya i utożsamialiśmy się z głównymi bohaterami książek, opowieści czy też animowanych bajek, które kształciły przez długi czas nasze osobowości i pomagały obrać dobrą drogę w życiu.

K.F.: Skąd w ogóle padła taka idea aby tworzyć cosplaye razem, pod wspólną nazwą? C-sector: Pomysł pojawił się nagle. Jesteśmy grupą przyjaciół, których połączyła wspólna pasja, wspólne patrzenie na świat. Przedtem każdy z nas był tylko samodzielną jednostką dążącą do spełniania swoich marzeń. Wszystko zmienił jeden wyjazd do Lublina na konwent Falkon. Odkryliśmy tam, że tak naprawdę nie chcemy bez siebie przebywać, że to, co robimy, w jakiś sposób nas jednoczy nas i daje nam siłę oraz nowe możliwości.

O.M.: Jesteście dziewięcioosobową grupą i choć wydaje się być ona niewielka, kiedy po konwencie spacerujecie przebrani, razem robicie ogromne wrażenie. Czy w związku z tym czujecie się w jakiś sposób rozpoznawalni wśród innych geeków?

C-sector: Po ostatnim poznańskim Pyrkonie, na którym organizowaliśmy meetpoint Star Wars, był taki moment, że to odczuliśmy. Kiedy chodziliśmy po konwentowych halach, nieraz słyszeliśmy w tłumie szeptem wypowiadaną nazwę naszej grupy C-sector. Było to dla nas wszystkich bardzo miłym doświadczeniem i dało większą siłę do działania. Jesteśmy początkującą grupą, a więc o jako takiej rozpoznawalności nie możemy jeszcze mówić w większym tego słowa znaczeniu, ale dążymy do tego, by tak było.

K.F.: Jak ludzie niezainteresowani fantastyką reagują na wasz widok, kiedy jesteście w cosplayu? Zdarzyły wam się jakieś nieprzyjemne sytuacje w związku z tym? C-sector: Nie przypominam sobie nieprzyjemnych sytuacji. Najczęściej ludzie są zdumieni, kiedy widzą na przykład wsiadającego do tramwaju Kapitana Jacka Sparrowa i jego kompanów. Najbardziej w tym momencie uszczęśliwia nas uśmiech dzieci, które z zaskoczeniem patrzą na nas i właśnie w tych spojrzeniach widzimy siebie, sprzed kilkunastu lat. Każde zapytanie o zdjęcie, każde przytulenie i pochwała sprawia, że jeszcze częściej chcemy ubierać się w nasze ulubione stroje i chodzić nawet od tak bez okazji po mieście.

O.M.: Domyślamy się, że tworzenie takich strojów wymaga wiele wysiłku i pracy. Jesteście w stanie pogodzić swoją pasję z życiem codziennym? C-sector: Stroje każdego z nas znacznie się różnią. Mamy w grupie specjalistów od zbroi, których tak naprawdę nie wyobrażamy sobie w innym stroju niż tym zabudowanym. Mamy również ludzi, którzy nie są na tyle zdeterminowani, by tworzyć takie opancerzone cuda jak Paweł i Mateusz — inni tworzą cuda, szyjąc swoje stroje ręcznie. Są one wygodniejsze, lecz czasami bardziej pracochłonne. Każdy strój......

autor: Oliwia Marcinkiewicz i Kinga Fryszkowska

1 2 >